Podróże to moja pasja, którą chcę się dzielić

W poprzednim wcieleniu byłem Gruzinem mieszkającym w Portugalii. I to pewnie jeszcze o polskich korzeniach. Czuję się bowiem w tych wszystkich miejscach jak w domu – zarówno Lizbona, Tbilisi, jak i moje Beskidy są mi niesamowicie bliskie. I jakoś tak los zechciał, że od dłuższego czasu udaje mi się łączyć moją pasję do podróży z pracą pilota oraz przewodnika, chociaż przez lata niewiele na to wskazywało. Próbowałem swoich sił w gastronomii, pracowałem w kilku korporacjach na różnych stanowiskach (w finansach, logistyce, na kadrach nie kończąc), po głowie wciąż chodzi mi marketing. Wspominałem, że mieszkałem dłużej w pięciu krajach, a od stycznia 2018 prowadzę własną działalność?

„Błogosławieni trampi, albowiem oni poznają Ziemię od końca do końca” Ricardo do Domingos

Powyższy cytat do dziś wisi na ścianie w mieszkaniu moich dziadków w Chorzowie. Tak zwany „mały pokój” jest przestrzenią absolutnie magiczną, pełną skarbów rozpalających wyobraźnię. Syria, Birma, Gwatemala, Indonezja, Tybet, Etiopia – to tylko niektóre z ponad 40 krajów pozaeuropejskich odwiedzonych przez mojego dziadka Ryszarda Niedzielskiego. Wyobraźcie sobie co działo się w głowie dziecka w miejscu, gdzie każdy przedmiot został przywieziony z tak odległych stron. Pytanie więc, czy mogło to potoczyć się jakoś inaczej? Dziadek był dla mnie inspiracją i autorytetem. Już jako kilkuletni chłopak byłem zabierany przez dziadka w podróże małe i duże. Zaczęło się od gór. W Alpy pojechałem niewiele od ziemi odrastając, a swoje pierwsze 2000 m n.p.m. przekroczyłem nie mając jeszcze pięciu lat! Potem poszło szybko – Beskidy, Tatry Zachodnie, Tatry Wysokie. Wpadłem po uszy, spędzając w każde wakacje przynajmniej 2 tygodnie w górach. Po czasie, kiedy dziadek nie miał już tyle sił co wcześniej, zaczeliśmy jeździć na objazdówki. Nie wchodziło w grę dwutygodniowe leżenie na piasku, ani oczywiste destynacje. Była wschodnia Słowacja, czy Polska egzotycznie. Przyznajcie, że nietypowo jak na wczesne lata XXI wieku! Dziadek był przewodnikiem beskidzkim, przodownikiem tatrzańskim, taternikiem, organizatorem turystyki, ale i dbającym o rodzine ciepłym człowiekiem. Jak wspominałem – jest dla mnie ogromną dawką inspiracji do dzisiaj – pomimo, że nie ma go na tym świecie już od 2005 roku.

To nie takie proste, jakby mogło się zdawać

Pośród znajomych jestem znany z tego, że nigdy nie wiadomo, gdzie aktualnie się znajduje. Ale nie zawsze tak było! Jeszcze na pierwszym, czy drugim roku studiów skupiałem się raczej na Polsce i polskich górach, nie myśląc o dalekich podróżach. Moje umiejętności językowe wołały o pomstę do nieba, a do tego.. bałem się występować przed ludźmi! Z pomocą przyszły wtedy dwie sytuacje: po pierwsze, zapisanie się na kurs przewodników beskidzkich w SKPB Katowice w 2010 roku, a następnie wyjazd na wolontariat na Ukrainę wraz z AISEC UE Katowice latem 2011 roku.